← Powrót do historii pary
Homilia Ślubna

Klaudia i Jakub

Wrzesień 2026 • Pełny zapis słów wygłoszonych podczas mszy ślubnej

Myślę, że ci, co czasem bywają na ślubie, są trochę zdziwieni tą Ewangelią, bo ona, wydawałoby się, jest niepasująca do ślubu. Ale w wierze, w życiu człowieka wierzącego, nie ma przypadków.

To, że akurat taka Ewangelia przydarzyła się na ślub Klaudii i Jakuba, to jest znak. Pan Bóg coś bardzo wyraźnie chce powiedzieć przez to Słowo w tym najważniejszym dniu ich życia.

Pochylmy się najpierw nad świadectwem Państwa Młodych. Jakie czytania wybrali na ten swój wyjątkowy moment życia? Wybrali czytania, które mówią o małżeństwie i miłości – i mówią po Bożemu, po chrześcijańsku.

Na pewno wiele młodych osób, słysząc hymn o miłości świętego Pawła, myśli sobie: „U mnie na ślubie będzie to czytanie”. Jako scholanka pewnie Klaudia już od nastu lat tak myślała: „To czytanie będzie u mnie na ślubie”. I tylko rozglądała się, który to będzie facet. Wiem, że znacie się od długiego czasu, więc parę ładnych lat myśleliście o tym dniu.

Cynik albo człowiek zraniony przez życie, który nie mógł oprzeć swojej miłości na prawdziwej wierze w Chrystusa, podszedłby do tego czytania z dystansem: „Ach, wielka miłość, która nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie pamięta złego – to bajki dla dzieci, to niemożliwe”.

Wszyscy wiemy, że w relacjach międzyludzkich bywa różnie. Jednakże my jako chrześcijanie, przyjaciele Chrystusa, wiemy, że w Nim wszystko jest możliwe. I to jest świadectwo wiary tych dwojga młodych ludzi: oni chcą oprzeć swoją miłość na Chrystusie. Po ludzku pewne rzeczy są trudne, ale ponieważ zapraszamy Go do bliskości naszego serca w sakramencie małżeństwa, On zawsze daje siłę.

Dlatego w czytaniu z Księgi Tobiasza, kiedy Młodzi po uroczystościach weselnych zostają sami, pierwsze co robią, to klękają i modlą się. Wierzący człowiek zaprasza Chrystusa do wszystkiego w swoim życiu: „Panie Boże, bądź z nami. Naucz nas być razem we wszystkim, być naprawdę jedno. Ty zrób tak, żebyśmy byli jedno”.

I stajecie się jednością. Pan Bóg w cudowny sposób Was łączy: dwoje, a jednak już jedno. Stajecie się całkowitą jednością.

Różne są historie, które o tej jedności opowiadają. Choćby pierwsze rozmowy małżonków, gdy żona mówi: „Słuchaj, od tej pory już wszystko jest nasze”. Rano mąż wstaje, rozgląda się po całym pokoju: „Nie wiem, gdzie schowałaś twoje skarpetki, które tutaj wczoraj położyłem”. To są jego skarpetki, ale jednak już „nasze”.

Ewangelia pokazuje jednak coś znacznie głębszego. W przypowieści Jezusa słyszymy o długu i o pytaniu Piotra: „Ile razy mam przebaczać? Czy aż siedem razy?”. Jezus odpowiada: „Siedemdziesiąt siedem razy”. Bierzcie to sobie do serca: ten bliski, któremu trzeba będzie siedemdziesiąt siedem razy na dzień przebaczać, siedzi tuż obok Was.

To jest niezwykłe Wasze powołanie. Papież Franciszek powtarzał do małżeństw: „Niech talerze latają, ale tylko do wieczora”. Święty Paweł pisał: „Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem”. Mogą talerze latać, ale wieczorem trzeba sobie przebaczyć i prosić o przebaczenie, bo jesteście jednością.

Dzisiejszy dzień jest ogromnym świętem nie tylko Was samych, ale również Waszych rodziców. I to na prośbę Młodych chcę to głośno podkreślić: rodzice Klaudii, Pani Renata i Pan Piotr, mają dzisiaj trzydziestą czwartą rocznicę swojego ślubu! Trzydzieści cztery lata wspólnego życia w dniu ślubu córki. Z kolei rodzice Jakuba, Pani Anna i Pan Paweł, niecały miesiąc temu obchodzili dwudziestą siódmą rocznicę. Młodzi mogą budować swoją przyszłość na Waszym pięknym świadectwie – na tym, że przez tyle lat, dzień w dzień, potraficie sobie przebaczać.

Celem małżeństwa – jak od zawsze naucza Kościół – jest przede wszystkim wspólnota małżonków, ich jedność i wspólne dążenie do świętości. Wspólne przejście przez całe życie.

I na koniec przypomnę mądrą opowieść o młodej małżonce, gdy po ostrej sprzeczce trzasnęła drzwiami i wyszła na korytarz bez kluczy. Kiedy ochłonęła, zapukała do drzwi. Zza drzwi słyszy: „Kto tam?”. „To ja”. „Nie znam pani”. „No to ja, twoja żona!”. „Jaka żona?”. „No Renata”. „Nie znam żadnej Renaty”. Zastanowiła się chwilę i zapukała ponownie: „Kto tam?”. „To ja, połowa twojego serca”. I to go natychmiast zmiękczyło. Bo uświadomił sobie najważniejszą prawdę: jesteś połową mojego serca.

Niech tak właśnie dzieje się w Waszym sakramencie każdego dnia. Amen.

Zobacz cały reportaż wideo tej Pary →